Formularz wyszukiwania

Kurs fotografii z Digital Foto Video

Kurs fotografii z Digital Foto Video / Kopiowanie negatywów i slajdów za pomocą cyfrowej lustrzanki


Mając lustrzankę cyfrową można w prosty sposób przenieść klisze z negatywami i slajdami do komputera. Efekt będzie lepszy niż przy skanowaniu w labie czy za pomocą skanera stołowego, a koszty zwrócą się po kilku filmach.
Stefan Dębek (Digital Foto Video)


Co zrobić gdy ...

Co zrobić, gdy zaczyna brakować miejsca przeznaczonego na nasze fotograficzne archiwum? Stos albumów z negatywami, do których coraz rzadziej zaglądamy, przeraża, gdy próbujemy odnaleźć kadry z pobytu nad morzem w Dziwnowie w 1974 roku. Aby mieć szybki dostęp do naszego zbioru, najlepszym rozwiązaniem będzie zamienić obraz na filmie, składający się z metalicznego srebra, na inny, zbudowany z zer i jedynek, i przenieść go na dysk twardy komputera lub płytę DVD. Najprościej zanieść negatywy do labu i poprosić o ich zeskanowanie. Najprościej, ale nie najtaniej. Za jedną klatkę zapłacimy od około złotówki do 5 złotych i więcej. Jeśli mamy pokaźne, wieloletnie archiwum analogowe, koszty będą wysokie. Czy można wykonać to taniej? Owszem, można. Jeśli już mamy dowolną lustrzankę cyfrową, koszty zamienienia jej w doskonały duplikator negatywów to od kilkudziesięciu do 300 złotych. To zależy od tego, czy mamy już jakieś akcesoria do makrofotografii.
Zdjęcie

Potrzebny sprzęt

Na początek należy skompletować odpowiednie elementy, niezbędne do zmontowania urządzenia. Mając do dyspozycji lustrzankę cyfrową, najtańszym rozwiązaniem będzie osprzęt oraz optyka z mocowaniem M42. Ja skompletowałem taki kombinowany zestaw, który wydał mi się najbardziej optymalnym. Wszystkie niżej wymienione przedmioty miałem, za wyjątkiem łącznika z pozycji 2 (został dorobiony u ślusarza kosztem 50 złotych, rysunek techniczny tej części można pobrać w formacie PDF tutaj).

  • duplikator firmy Pentacon
  • łącznik wykonany według własnego projektu
  • głowica panoramiczna Polskich Zakładów Optycznych
  • obiektyw Pentacon electric 1.8/50 na gwint M42 do aparatu Practica LLC
  • komplet dwóch pierścieni pośrednich, które w połączeniu z "pięćdziesiątką" pozwalają uzyskać odwzorowanie w skali 1:1
  • pierścień adaptacyjny M42 / bagnet naszej lustrzanki cyfrowej (w moim przypadku to przejściówka na bagnet Canona)
  • stabilny statyw


Ile to kosztuje

  • Duplikator firmy Pentacon pochodzi z okresu, gdy na naszym rynku fotograficznym królowały aparaty Exakta, Practica, Zenit, czyli z lat 70. ubiegłego wieku. W urządzeniu tym umieszcza się negatyw lub slajd i metodą fotograficzną wykonuje się ich reprodukcję. Duplikator można spotkać na Allegro lub w komisie technicznym, gdzie kosztuje około 40 złotych.
  • Łącznik to element łączący duplikator z aparatem fotograficznym. Tę część musiałem zaprojektować i zlecić wykonanie tokarzowi, koszt 50 złotych. Łącznik plus pierścienie pośrednie to była alternatywa mieszka, którego w owym czasie nie mogłem zdobyć. Czasem bywa i kosztuje około 65 złotych. Pentacon wyprodukował dwa rodzaje mieszków przeznaczonych do małego obrazka, krótki i dłuższy. Ten dłuższy jest przystosowany do współpracy z wyżej wymienionym duplikatorem.
  • Głowica panoramiczna Polskich Zakładów Optycznych, można wylicytować za 20 złotych.
  • Obiektyw Pentacon electric 1.8/50. Taki akurat miałem, ale może być każda inna "pięćdziesiątka" na gwint M42 np. Tessar 2.8/50, Domiplan 2.8/50, Helios 44-M 2/58, wszystkie w cenie od 30 ? 50 złotych, Pancolar 1.8/50 (ten jest droższy, może kosztować ponad 120 złotych). Można sięgnąć też po optykę analogowego Pentaxa, jak Takumar 1.8/55 lub Porst 1.4/55, oba na M42, ale to już koszt ponad 200 złotych.
  • Komplet pierścieni pośrednich na M42 to około 20-35 złotych.
  • Pierścień adaptacyjny M42 / bagnet Canona tzw. "przejściówka" to wydatek rzędu 35-45 złotych
  • Statyw - zakładam, że każdy fotoamator go ma.


Podsumowując wszystko, to koszt tego całego przedsięwzięcia wyniósłby około 250 złotych. Rozpoczynamy przenoszenie negatywu na kartę pamięci.

Czy warto ?

Zdjęcie Efekt skanowania negatywu przez lab.
Zdjęcie Ta sama klatka zdigitalizowana opisywanym tutaj sprzętem.

Poniżej można pobrać oba zdjęcia w pełnej rozdzielczości:
Kwiatek z labu (1,4 MB)
Kwiatek digitalizowany za pomocą lustrzanki cyfrowej (1,5 MB)

Pomieszczenie, światło, przygotowanie negatywu

Pomieszczenie, w którym będziemy pracować, nie powinno być oświetlone ostrym światłem, dobrze jest przysłonić okno. Po zmontowaniu urządzenia i dokręceniu aparatu, umieściłem w okienku duplikatora przygotowany negatyw, emulsją w kierunku obiektywu i podświetliłem go z tyłu zwykłą lampą biurkową z żarówką halogenową o mocy 20 watów. Mleczna szybka w duplikatorze daje miękkie, równomiernie rozproszone światło, czyli takie jakie jest tu potrzebne. Trzeba jednak zwrócić uwagę, by światło było równomierne - inaczej pojawi się efekt "winietowania": brzegi będą ciemniejsze niż środek. Równomierność oświetlenia uzyskamy przysuwając blisko lampkę lub stosując źródło światła o odpowiednio dużej żarówce. Wcześniej do oświetlenia kopiowanej klatki filmu z powodzeniem stosowałem też stary rzutnik, który daje równomierne oświetlenie na większej powierzchni niż lampka stołowa.

Przygotowanie negatywu to przede wszystkim usunięcie z jego powierzchni kurzu. Można to wykonać pędzelkiem - takim, jak do odkurzania obiektywów - lub delikatnie ściereczką z mikrowłókien. Dla przypomnienia, negatywu od strony pokrytej emulsją nie należy dotykać gołymi palcami, gdyż pozostają ślady trudne do usunięcia. Pracownicy labów używają cienkich bawełnianych rękawiczek. Gdy odkryjemy, że film jest porysowany, ale nie po stronie z obrazem, wówczas na porysowaną powierzchnię należy nanieść maleńką kroplę gliceryny. Następnie delikatnie umieszczamy go między szybkami, takimi jakie są w powiększalnikach, sklejamy brzegi szybek taśmą i wprowadzić całość do duplikatora. Gliceryna jest alkoholem i łatwo spłukuje się z filmu. Można i bez gliceryny, ale później jest dużo roboty z usuwaniem rysy podczas dalszej obróbki.


Ustawienie ostrości, przysłony i pomiar światła

Odległość obiektywu do filmu tak wyregulowałem, aby we wzierniku aparatu widoczna była tylko klatka negatywu. Ponieważ obiektyw jest z innego systemu, to w związku z tym nie działa autofokus oraz automatyka przysłony i czasu, dlatego należy aparat ustawić w trybie manualnym. Do ustawienia ekspozycji użyłem matrycowego pomiaru światła. Pomimo ręcznego ustawienia parametrów ekspozycji i stałego, niezmiennego źródła światła, trzeba zwracać uwagę na to, co przedstawia zdjęcie ? bardzo jasne kadry lepiej jest troszkę niedoświetlić, żeby uniknąć wypalenia lub clippingu, a bardzo ciemne można ciut rozjaśnić. Najlepiej po każdym ujęciu zerknąć na histogram wykonanego zdjęcia.
Ostrość najlepiej ustawia się na perforację filmu (sprawdzona metoda ustawiania ostrości pod powiększalnikiem) przy pełnym otworze obiektywu. Po wyostrzeniu przymknąłem przysłonę do wartości roboczej w przedziale f/8 lub f/9. Chodzi o ustawienie takich parametrów pracy obiektywu, przy których daje on najbardziej ostry obraz ? głębia ostrości nie ma znaczenia, bo fotografujemy płaszczyznę. Stosowanie wyższych wartości przysłony od f/11 powoduje pogorszenie jakości optycznej obiektywu ze względu na efekt dyfrakcji. Oczywiście stosujemy najniższą dostępna w aparacie czułość ISO, by uniknąć wprowadzenia cyfrowego szumu.

Ostrzenie jest tu najtrudniejszą czynnością i należy wykonać ją w jak najkrótszym czasie, gdyż oko szybko się męczy. Użytkownicy lustrzanek, które potwierdzają ustawienie ostrości z obiektywami manualnymi, mają tu ułatwione zadanie.
Niezależnie od tego, czy lubimy silnie kontrastowe i podbite kolory oraz mocno wyostrzone zdjęcia, powinniśmy w aparacie ustawić neutralne parametry dla kontrastu, nasycenia i wyostrzania. Brak ingerencji aparatu da nam tutaj większą swobodę przy późniejszej obróbce i zmniejszy komplikacje spowodowane przez artefakty czy problemy z rozpiętością tonalną.

Jeśli tylko mamy taką możliwość, warto zmodyfikować jeszcze jedną opcję opcję w aparacie, która wyeliminuje nieostrość spowodowaną ruchem lustra i migawki. Należy ustawić wstępne podniesienie lustra i wymusić w aparacie 2-sekundowe opóźnienie między podniesieniem lustra a wykonaniem zdjęcia. Migawkę wyzwalamy najlepiej wężykiem spustowym, pilotem lub ewentualnie samowyzwalaczem.

Powrót do przeszłości

Skanowanie czarno-białych zdjęć jest o tyle łatwiejsze, że nie trzeba dopasować kolorów. Wystarczy zdesaturować i zająć się kontrastem. Cyfrową wersję tego ujęcia Gdańska z 1974 roku można pobrać w pełnej rozdzielczości:

Gdańsk w 1974 roku (plik ma 1,3 MB)

Warto zwrócić uwagę na spore ziarno - ówczesne filmy amatorskie znacznie ograniczały możliwość odwzorowania drobnych detali. Zdjęcie nie było wyostrzane.
Zdjęcie

Balans bieli i format zapisu

Tak więc kiedy już uzyskałem ostry obraz perforacji, umieszczam w okienku pustą, nie naświetloną klatkę filmu, który będę skanować. Ta klatka to będzie wzorzec bieli dla istniejącego oświetlenia, który zaprogramuję w aparacie. Klatka musi dokładnie wypełniać okienko duplikatora. Jeżeli wykonamy to niestarannie i gdzieś będzie przesączać się światło lampy, wówczas otrzymamy niewłaściwy balans bieli. Czynność tę należy wykonać za każdym razem gdy zmieniamy rodzaj błony.

Kolejna czynność to ustawienie w aparacie opcji zapisu formatu zdjęcia, będzie to JPG najwyższej jakości. Wybranie formatu RAW nie bardzo ma sens, mimo jego zalet, ponieważ programy obsługujące RAW-y nie odwracają negatywu. W konsekwencji dalsze korekcje wykonujemy na ośmiobitowym pliku TIFF (zaraz na początku obróbki zdjęcia warto zmienić format z JPEG na bezstratny TIFF). Natomiast skanując slajdy można pobawić się RAW-em. Ktoś powie, że ustawienie balansu bieli w ten sposób jest niepotrzebne, bo i tak należy wykonać później rożne korekcje każdej zeskanowanej klatki w dalszej obróbce, w dowolnym programie do edycji zdjęć, stosując warstwy i odpowiednie tryby ich mieszania. Tak, rzeczywiście można i później, ale to dodatkowa czynność zdejmowania maski z każdej klatki wykonanej od 1974 roku. Do tego zafarb błony filmowej jest dość specyficzny i nie odpowiada żadnemu z predefiniowanych ustawień balansu bieli, więc ręczna regulacja tego parametru jest dość żmudna.

Przystępujemy do obróbki

Mamy już zeskanowane dziesiątki negatywów, zgraliśmy ich cyfrowe kopie na komputer i teraz musimy zaprząc do pracy nasz ulubiony program graficzny. Nada się do tego dowolny program graficzny ? nawet przeglądarki takie jak IrfanView czy FastStone Image Viewer. Podana poniżej procedura oparta jest na Adobe Photoshopie, ale bez trudu można do tego celu użyć GIMP-a, PaintShopa Pro czy innego programu graficznego. Zaczynamy od odwrócenia odbicia lustrzanego :
Image/Rotate Canvas/Flip Canvas Horizontal


Następnie zamieniamy negatyw w pozytyw :
Image/Adjustments/Invert lub w skrócie Ctrl+I


Teraz mamy już obrazek, który wygląda jak normalne zdjęcie z aparatu cyfrowego. Oczywiście, na razie efekt daleki jest od doskonałości. Można mieć zastrzeżenia do słabego kontrastu czy nie do końca wiernych kolorów. Jednak te wszystkie usterki poprawimy tak samo, jak poprawiamy fotografie wykonane od razu aparatem cyfrowym. Jedynym dodatkowym etapem będzie usuwanie uszkodzeń negatywu: zabrudzeń i rys, które możemu usunąć za pomocą pędzla Healing Brush.

Zdjęcie Sfotografowany negatyw prosto z aparatu.

Zdjęcie Gotowe zdjęcie po wykonaniu inwersji i drobnych poprawkach (korekcja kolorów, kontrastu i wyostrzania).

Inwersję można poćwiczyć pobierając zdjęcie kwiatka przed poprawkami (2 MB). Oczywiście konieczne jest przycięcie brzegów, na których widać perforację - jeśli komuś bardzo zależy na maksymalnej rozdzielczości, może ciaśniej kadrować, ale lepiej sobie tutaj zostawić zapas, niż na wstępie obciąć kawałek zdjęcia.

Rachunek zysków i strat

Co zyskujemy, samodzielnie "skanując" analogowy negatyw za pomocą lustrzanki cyfrowej? Przede wszystkim możemy liczyć na zdjęcia bardzo dobrej jakości - tutaj finalny efekt zależny jest tylko od precyzji i staranności postępowania w kolejnych opisanych wyżej etapach, a także od sprawności w finalnej obróbce za pomocą Photoshopa lub innego programu graficznego. W zasięgu ręki jest jakość odbitek zdecydowanie wyższa niż ta, jaką uzyskamy za pomocą skanera płaskiego czy zlecając skanowanie pracownikom labu. Jak można zobaczyć na poniższym przykładzie, korzystając z 8-megapikselowej mamy aż nadmiar rozdzielczości jak na potrzeby amatorskiego filmu negatywowego - widać poniżej, że na sfotografowanej klatce widać już ziarno. Zwiększanie więc rozdzielczości nie dałoby nam więcej detali, a tylko bardziej widoczne ziarno. Dla odmiany ta sama klatka zdigitalizowana w labie nie dość, że ma niższą rozdzielczość, to jeszcze ma typowo cyfrowe zakłócenia, tutaj wyglądające jak regularna siateczka nałożona na obraz.

Koszty finansowe (przy założeniu, że cyfrową lustrzankę już mamy) nie są duże, a ponadto stanowią jednorazowy wydatek. Jeśli mamy pokaźne archiwum z czasów analogowych, dość szybko zakupy na osprzęt do makrofotografii w systemie M42 nam się zwrócą. Oczywiście, nakład pracy przy opisanej tutaj metodzie jest znaczny, ale więc jest to dobre zajęcie na długie zimowe wieczory lub dni, kiedy pogoda nie zachęca do wyjścia w plener.

Lab kontra duplikator - porównanie jakości

Zdjęcie Porównanie jakości tego samego zdjęcia zeskanowanego przez lab.
Zdjęcie oraz samodzielnie skopiowanego opisanym tutaj duplikatorem.

Już na tych miniaturkach widać, że lab wypalił niebo i wprowadził kapuścianą zieleń, natomiast domowe skanowanie pozwoliło uratować detale w najjaśniejszych partiach obrazu i zachować naturalne kolory. Nie bez znaczenia jest różnica rozdzielczości - plik z labu ma rozdzielczość odpowiadającą nieco ponaddwumegapikselowej matrycy, gdy tymczasem w domowym zaciszu uzyskaliśmy plik ponad dwukrotnie większy. Jakby tego było mało, na mniejszym pliku z labu wyraźnie widać brzydki raster. Obie wersje w pełnej rozdzielczości można pobrać klikając poniżej: