
Taka decyzja w odniesieniu do Canona 5D Mark III byłaby kolejnym przejawem znanej od PowerShota G11 filozofii Canona, zgodnie z którą firma dąży do mniejszej liczby pikseli w sensorze, żeby maksymalizować osiągi w słabym oświetleniu i przy wysokim ISO. To oczywiste, ale żeby od razu taka wartość?

Przy pełnoklatkowym sensorze nadchodzący model ma mieć wbudowane matryce 22- albo nawet 21-megapikselowe, w zależności od cytowanego źródła. To spory spadek w porównaniu ze wspominanymi wcześniej ponad 30 megapikselami i zdecydowanie mniej niż spekulowane 36 Mpix Nikona D800.
Zdecydowanie bardziej optymistyczną informacją jest spodziewany czas premiery, który powoli zaczyna się klarować na marzec – czyli już po Nikonie D800, który według niepotwierdzonych informacji ma pojawić się 7 lutego.
Podejrzewam, że Canon zamierza zaczekać na ruch Nikona, mając w zanadrzu kilka opcji matrycowych, a następnie uśredni swoje plany i wartość oferowaną przez konkurencję, żeby nie wylać dziecka z niskorozdzielczościową kąpielą. Chyba że Japończycy zamierzają zaoferować lustrzankę filmową jako alternatywę dla miłośników pikseli?